Chełm | 2008-10-29
Ambicje i kłótnie burzą pomnik
Nie wiadomo już, czy w ogóle powstanie w Chełmie pomnik upamiętniający Polaków pomordowanych na Wołyniu. Ostatnie spotkanie ludzi zaangażowanych w tę inicjatywę udowodniło, że dobra wola nie wystarczy. Musi być jeszcze zgoda, bo bez niej ani rusz.
Komitet organizacyjny, który powstał w lipcu tego roku, miał szczere chęci stworzenia w mieście monumentu, który przypominałoby przyszłym pokoleniom o tragicznej historii Polaków pomordowanych przez ukraińskie organizacje nacjonalistyczne na Wołyniu. Pomysł podchwyciły środowiska kresowe jak i kombatanckie. W spotkaniach organizacyjnych uczestniczyli przedstawiciele Stowarzyszenia Kresy Pamięć i Przyszłość, Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Chełmie, Związku Inwalidów Wojennych, Związku Sybiraków, Towarzystwa Rodzin Kresowych, Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia oraz Stowarzyszenia Społeczno-Kombatanckiego WiN.
Miało być szybko i sprawnie
Aby przyspieszyć procedury, grupa inicjatywna postanowiła nie zakładać nowego stowarzyszenia, lecz działać pod szyldem już istniejącego. Ostatecznie stanęło jednak, żeby powołać nowe stowarzyszenia. Dwa tygodnie temu społecznicy rozdzielili pomiędzy siebie zadania. Jedna z osób zobowiązana została do przygotowania statutu, wybrano przewodniczącego i sporządzono listę, na którą wpisało się piętnastu członków - założycieli.
Sęk w tym, że gdy tydzień później, czyli w ostatni czwartek, prowadzący spotkanie Stanisław Senkowski z Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia stwierdził, że poprzednie zebranie jest nie ważne i trzeba przygotowywać kolejną listę. To rozpętało wśród zebranych prawdziwą burzę.
Nie ma protokołu, przeszłość wymazana
- Nie może być tak, że tydzień temu spotkaliśmy się, rozmawialiśmy, stworzyliśmy listę i teraz okazuje się wszystko jest nieważne. Proszę przeczytać protokół z poprzedniego zebrania – zażądał Krzysztof Krzywiński.
Ale protokołu nie było. - Protokół z zebrania miała przygotować pani Wioletta z naszego stowarzyszenia, kilka dni temu jednak pan Senkowski zadzwonił do niej i stwierdził, żeby nic nie pisała bo... on go przygotuje – wyjaśnia Krzywiński.
Samozwańczy przewodniczący protokołu nie przygotował, bo uznał, iż nie ma to sensu, ale za to przygotował nowy statut dla stowarzyszenia. I nawet sam, zgodnie z własnym pomysłem je nazwał. Nie miał to już być komitet budowy pomnika „Pamięć i prawda o Kresowej Golgocie Polaków” a stowarzyszenie „Pamięć i Nadzieja”.
Statut pełen wątpliwości
Towarzystwo zgromadzone na zebraniu od początku podzieliło się na zwolenników statutu i jego przeciwników. Niezadowoleni z dokumentu wskazali kilka błędów oraz nie omieszkali przypomnieć autorowi, że stowarzyszenie miało zająć się przede wszystkim budową pomnika, a nie kilkunastoma celami zawartymi, z niezrozumiałych dla niektórych przyczyn, w statucie.
- Podstawowym celem powinna być budowa pomnika i opieka nad nim. Po co wypisywać listę innych zadań, które i tak w tym gremium nie zostaną zrealizowane – zauważył historyk Jan Paszkiewicz.
Trzy razy zebrani głosowali, czy przyjąć statut, bo ciągle pojawiały się nowe wątpliwości. Nad zamieszaniem nie udało się zapanować. Ostatecznie ustalono, że osoby które chcą coś w statucie zmienić, mają tydzień na wniesienie poprawek.
O Kresach bez kresowiaków
W inicjatywę na początku zaangażowane były trzy osoby: przedstawiciel kombatantów Franciszek Golik, znany regionalista Krzysztof Kołtun i prezes Stowarzyszenia Kresy Pamięć i Przyszłość Krzysztof Krzywiński. Z trójki inicjatorów pozostał już tylko Golik. Ani Kołtun, ani Krzywiński nie chcą mieć nic wspólnego z inicjatywą, która jak twierdzą, przygotowywana jest pod kolejne wybory. - Ideę popieramy jak najbardziej jednak w tym składzie nie chcemy działać – komentuje Krzywiński. Na ostatnim zebraniu poczuł się obrażony przez przewodniczącego Senkowskiego i wyszedł z sali.
I trudno się dziwić, skoro przewodniczący zebrania najpierw zasugerował mu, że na budowie pomnika chciał zbić interes, a potem jeszcze kilkakrotnie dał mu do zrozumienia, że jeśli coś mu się nie podoba, to może wyjść.
- Spotykało się tu grono osób zaangażowanych w sprawy Kresów. Zastanówmy się, dlaczego nie ma z nami Krzysztofa Kołtuna i Krzysztofa Krzywińskiego – spytał retorycznie pod koniec zebrania jeden z uczestników.
Zebrani dali sobie miesiąc czasu na przemyślenia i wyciągnięcie wniosków. Co będzie dalej? Tego na razie nie wiedzą sami zainteresowani…